Wszyscy zasiedli w ślicznej jadalni i omówili plan na jutrzejszy dzień.
Ronnie usiadła na kolanach Zaynowi, a on ją słodko obejmował od tyłu. Harry zaś trzymał rękę na kolanie Sandry. Niall usiadł na stole (?) i zaczął przemawiać.
-Jutro.. idziemy w góry!
-Serio? Łał, jesteśmy w górach i idziemy w góry. Jezu! - powiedział sarkastycznie Louis, jedząc marchewkę.
- Woooooooooooohoooooo! – wrzasnął Niall, przeskakując swoim skokiem dwa krzesła na raz i machając rękoma jak w ataku padaczki, dopadł wielkich, skórzanych kanap w salonie i rozłożył się na nich seksownym dupskiem do góry – Boże. Czujecie to? Czuję się jak naleśnik. Naleśniki mają fajnie.
- My little Irish Boy! – powiedział Liam, spokojnym krokiem podchodząc do Irlandczyka zgłębiającego tajemnice tapicerki - Pragnę przypomnieć, że po drodze zatrzymywaliśmy się trzy razy, bo byłeś głodny. Ja nie chcę Ci wypominać, ale…
- Kochanie, zjadłeś trzy pączki, kanapkę z bekonem, cheesbugera i kiełbasę z grilla na twoich postojach na jedzenie – powiedziała Sandra, kiedy wchodziła za chłopakiem do pokoju, stukając obcasami po podłodze
- A te hot-dogi, które pożarłeś przy tankowaniu? Ile ich było?
- Trzy- mruknął Harry, wędrując ręką po ramieniu Sandry.
- Cztery – poprawił obiekt wyliczanki, narkotyzując się zapachem kanapy.
- Ewentualnie osiem.
- WYPOMINACIE MI?!
- No, Niallku, jakże byśmy śmieli? – zaświergotał Lou, składając rączki w geście wiejskiej damulki – Oj, Niallku, Niallku! Oj, Niallku, Niallku! – zapiszczał wysoko.
-Dobra, idziemy się myć i spać! Jutro szykuje się niezła zabawa - powiedział Zayn, całując Ronnie w szyje, a ta przy tym odfruwała.
*
Zayn i Ronnie weszli do prześlicznej sypialni. Zayn był podekscytowany, a Ronnie trochę.. zawstydzona? Tak, chyba tak to można było nazwać.
-No co tak stoisz w wejściu? - powiedział zdziwiony Zayn, po czym Ronnie zrobiła jeden krok i się odwróciła. Zayn zaśmiał się, rozbiegł się i z całej siły ją przytulił, podniósł i rzucił nią na łóżko.
-AŁA!!!!!!!!!!! - wydarła się Ronnie chwytając się za głowę.
-Aa, przepraszam, chciałem być romantyczny!
-Widać udało Ci się to.
*
Sandra i Harry weszli do swojego pokoju, a za nim wleciał mały Horanek. Harry i Sandra stali naprzeciwko siebie, a pomiędzy nich wleciał Niall.
- Wiecie, że w zgodzie z prawami fizyki, trzmiel nie powinien latać?
- Taak, no jasne. A wiesz, że zgodnie z prawami ochrony osób publicznych, Niall Horan nie powinien właśnie stać mi na stopie?
- Nie wiem. Ale, swoją drogą, to bardzo interesujące.
- ZŁAŹ, KRETYNIE!
-Pseplasam. - powiedział dziecięcym głosikiem
Słońce wlatywało przez rolety do pokoju Harrego i Sandry.
-Jest 10, mieliśmy o 10 wyruszyć. - szepnął Harry wtulając się w Sandrę.
-Wiem, kto ich idzie obudzić? - powiedziała nadal z zamkniętymi oczyma.
-Zróbmy wyliczankę.
-Ene dułe rike fake wpadła bomba do piwnicy napisała na tablicy HARRY STYLES FAJNY JEST, na kogo wypadnie na tego bęc! Haha, idziesz ty! - powiedział Harry, zadowolony.
-No dzięki - zaśmiała się Sandra, wstała z łóżka, po czym znowu wylądowała na łóżku, bo Styles pociągnął ją i pocałował.
Sandra wyszła z pokoju, i na pierwszy ogień poleciał pokój Ronnie i Zayna. Zapukała. Cisza. Aha, więc śpią. Uchyliła lekko drzwi i zobaczyła, kołdrę na podłodze, poduszki po drugiej stronie łóżka, i lekko przykrytą Ronnie, która wtulała się w tors Zayna. Widok nagiego torsu Zayna, przeprawił Sandrę o mały dreszczyk. Tak miał wspaniałe Ciało, gdyby Harry mógłby czytać jej w myślach, sądzę, że byłby najbardziej zazdrosnym chłopakiem na świecie. Just Harry.
Po 20 minutach, wszyscy byli już gotowi do wyjścia w góry.
Weszli w jakieś pola, bo Tommo ich tam zaprowadził, stwierdził, że będzie szybciej. Tak. Sandra i Ronnie wyglądały jak nastolatki, które robią sobie zdjęcia w polach, w zbożu.. ahh!
- Co tak, chodzisz sama, kochanie?! – wrzasnęło coś wesoło nad uchem Sandry, a potem szlag strzelił grawitację.
Poprawiła okulary przeciwsłoneczne na nosie. A… hahahah, tak, mogła się spodziewać. Jest na barkach Harrego Stylesa.
- Ej no, postaw mnie… - roześmiała się, wkładając palce w jego włosy. "Cholera, czy ja się czasem nie zamieniam w taką panienkę co to tylko miód i lawenda Gdzie, no przecież ja nie mogę tak słodzić. To nie w moim stylu. Musztra musi być." pomyślała, po czym próbowała zejść z Hazzy.
- SIEDŹ I NIE KŁAP – mruknął tylko Hazza, łaskocząc ją lekko w uda.
- Widzisz, Zayn?! Dlaczego ty mnie tak nie nosisz?! – zawyła z udawanym smutkiem Ronnie, puszczając do Sandry oczko. Kochana. Podeszła do Zayna i bezboleśnie zaczęła go uderzać po głowie, a ten tylko nadepnął na zboże, które połaskotało w nos, jednym ruchem złapał Ronnie za rękę, unieruchomił ją i pocałował. Jak widzi się coś takiego, to człowiek się rozczula.
- Też chcesz tak? – roześmiał się Harry. Sandra Walnęła go pięścią w głowę, a ten jajogłowiec nawet nie poczuł. Ta czupryna była takim świetnym amortyzatorem, że dawała jego łbowi moc niemal nieśmiertelną. Złapał ją tylko za rękę, którym musnęłam czubek jego głowy.
- Co, rozumiem, że tak? – i już prawie zaczął ściągać Sandrę sobie z pleców, kiedy rozległ się radosny krzyk Zayna:
-ŹRÓDEŁKO!!!
-A SĄ RYBKI!? - krzyknęła Ronnie.
Zayn i Ronnie rozbiegli się żeby zobaczyć czy w źródełku coś jest. Tak, rozbiegli się i wpadli do wody. Ronnie była wściekła a Zayn leżał w tej wodzie i się śmiał. Wyszli szybko, i mokrzy szli całą drogę.
Szli przez całą drogę, i wykończeni usiedli na skałach. Leżeli i wpatrywali się w słońce.
-Przynajmniej schudnę, od tego chodzenia. - westchnęła, Ronnie.
-Ja też.
-Nie macie z czego, kochaniutkie. - powiedział Niall.
-Poczekajcie zrobię nam zdjęcie. - powiedziała Sandra. Wstała ze skał, czuła na sobie wzrok wszystkich, odwróciła się i uśmiechnęła się szeroko do nich, po czym oni to samo odwzajemnili. Wzięła swoją torbę, i zaczęła szukać telefonu.
-Fuck.
-Co? - spytała Ronnie, wstając.
- Cholera – mruknęła – zgubiłam telefon.
Ronnie podeszła, rozpięła jej plecak i zaczęła szukać w środku. Nie chciała widzieć jej rozczarowanej miny, kiedy nic nie znalazła.Podeszłam bliżej do reszty.
- Idę szukać telefonu, nie czekajcie na mnie.
- Sandra, kupię ci drugi… - powiedział Harry, łapiąc ją za rękę.
- Nie, nie mogę… Muszę po prostu znaleźć tamten – Wszystko tam było – całkiem spory zapis tutejszych wspomnień, bez których po prostu nie mogła się obejść. Nie mogłam się z nimi od tak, rozstać.
- Dobra, wracam. Naprawdę, nie krępujcie się, idźcie dalej – po prostu dojdę potem. Jak już znajdę tego mobila, to dam wam znać, okej? Kocham was.
- Na pewno? – zapytał Lou z zatroskaną miną, w której kryło się pytanie. Nie chciała ich martwić czymś takim, przecież to błaha sprawa…
- Idę z nią, spokojnie – powiedział zaraz Harry, ściskając mocniej jej dłoń. Fakt, spacerowanie po lesie w górach nie należy do jej hobby, ale całkiem dobrze bym sobie poradziła. Nie odmówiła mu jednak przecież pomocy. Uśmiechnęła się do niego z rozczuleniem.
- Trzymajcie się – powiedział Zayn, a Ronnie pomachała. I znikli w dole.
- Cholera, czemu muszę być taką przeklętą ofiarą..
- Nie jesteś przeklętą ofiarą, Sandra, czasem się zdarza. Niedawno zgubiłem iPhone’a… - rozwodził się Harry, rozglądając uważnie dookoła. Ich szukanie nie trwało długo – na poprzednim miejscu postoju, to znaczy tuż przy niewielkim jeziorku, leżał sobie samotny i zapomniany na kępce mchu. "Mój kochany. Nigdy bym cię nie zostawiła!" - pomyślała.
***
No no, trochę nas zawiodłyście z komentarzami ;c bo spodziewałyśmy się więcej komentarzy, mam nadzieję, że rozdział się podoba.
s/ *.*
You can't go to bed,
Without a cup of tea,
And maybe that's the reason that you talk in your sleep
And all those conversations
Are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me

