♥
- Veronika pośpiesz się! Spóźnimy się! Biegnij! - Sandra ciągle krzyczała na swoją przyjaciółke.
- Słuchaj.. mam zajebistego kaca, o 3 rozmiary za duze spodnie i koszulke w dodatku nie mam butów, więc nie mam zamiaru biec jak idiotka. Pójde sobie powoli, później wejde do pokoju i... FUCK! - Ronnie przystanęła z wyraźnie zdenerwowaną miną. - San, powiedz błagam, że zabrałaś od nich klucze.
- Yyy, nie. A ty nie wzięłaś?
- No skoro pytam ciebie i krzycze FUCK to raczej nie... Zostały w moich spodniach. Pieprzone Łan Dajrekszyn.
- Ej, ej, ej! To nie ich wina...
- Daj już spokój.
- Collins i tak już jesteśmy spóźnione, więc prosze cie.. BIEGNIJ!
- Dobra, dobra, już...
Biegły tak szybko, jak tylko umiały. Wbiegły do akademika, przemierzały korytarze niczym huragan. Wpadły zdyszane do klasy, a reszta dziewczyn siedzących w ławkach wybuchła śmiechem. Nauczycielce niestety nie pojawił się nawet cień uśmiechu na twarzy.
- Zaraz przyjadą tutaj One Direction, a wy wyglądacie jak...
- Jak cioty - Dokończyła Ronnie
- Wyjełaś mi to z ust młoda damo. Idźcie się pzrebrać, szybko!
- Niestety.. zostawiłyśmy klucze w spodniach, a spodnie zostały w... - Sandra próbowała wytłumaczyć nauczycielce co się stało. - W domu znajomych.
- No tak.. to było do przewidzenia. Gdzie Collins, tam kłopoty.
- O wypraszam sobie! - Krzykneła zbulwersowana Veronika.
- Który numer pokoju? - Zapytała nauczycielka, zupełnie nie zwracając uwagi na komentarz Ronnie
- 369.
- Macie klucze i biegiem się przebrać i zabrać książki!
Przyjaciółki znów biegłu korytarzami.. Ubrały się w pierwsze lepsze zestawy. Roni na czarno , a Sandra na galowo. Pomalowały się i znów biegły do klasy, tym razem w obcasach. Więc było o wiele trudniej..
- Jesteśmy! - Krzyknęła Veronika wbiegając do klasy - O nie, już są - Przewróciła oczami i ruszyła w strone ostatniej ławki.
- Hej, chłopcy. Dziękujemy bardzo za klucze pani Sparks. - Sandra uśmiechnęła się i pobiegła za przyjaciółką.
- To one będą nas oprowadzać? - Spytał uradowany Niall.
- Tak, chyba nie macie nic przeciwko?
- Nie, ależ skąd - Harry puścił oczko do Sandry.
- Collins, Cold zbierajcie się, zwalniam was ze wszystkich lekcji. Spędzicie troche czasu z chłopcami.
- To ja już chyba wole słuchać jak pani marudzi, niż łazić z tymi lalusiami. - Veronika obużyła się.
- Kara to kara Collins. I nie pyskuj!
- Jasne, jasne..
- Do widzenia pani, chodźcie chłopcy - San machnęła ręką na całe One Direction.
- To będzie najgorszy dzień w moim życiu.. - Ronnie jak zwykle narzekała.
- Czemu niby? - Zapytał Zayn
- Bo musze łazić cały dzień za pedałami..
- No tak, mogliśmy się spodziewać - Liam zaczął chichotać, nie uraziło ich to..
~*~
genialny!!!!!!
OdpowiedzUsuńUwielbiam wasze imaginy. Są najlepsze!!!
OdpowiedzUsuń